img_9029_kolaz2

Łajzy i smarty

przyczynki do analizy zjawiska elektkliwości, czyli w stronę post-człowieka

proza filozoficzna dedykowana użytkownikom laptopów, ajfonów oraz smartfonów z androidem

Otaczają nas smarty. Smarty korzystają ze smartów. Aby korzystać ze smartów, należy być smart, czyli należy być smartem. Smarty pokazują się wszędzie i wszędzie pokazują też swoje smarty innym smartom, w które wpatrują się non-stop, z krótkimi przerwami na sen. Zalało nas pokolenie smartów, dla których sprawność technologiczna jest cnotą większą i ważniejszą, niż phronesis[1] była dla Greków. Smarty okazują sobie na każdym kroku tę swoją sprawność technologiczną, prześcigają się w niej, bawią się nią, nie widzą i nie doceniają niczego innego, jak tylko tę sprawność technologiczną, która jest ich największym skarbem. Skończyła się epoka wychowanków bibliotek i czytelników papieru, nastała era smartów, umysłów ukształtowanych w nowy sposób, który można określić jednym słowem – smart!

Trzy lata temu Jarosław K. z uśmiechem na twarzy pokazał smartom w sejmie włączony tablet. Już wtedy wygrał, choć do wyborów parlamentarnych pozostawały jeszcze dwa lata. You Tube wyemitował ten jego gest, który dotarł do milionów smartów. Mniej więcej w tym samym czasie inżynierowie osobowości powiedzieli kandydatom na premiera i prezydenta: „Bądźcie jak ajpad”. Kandydaci posłuchali, dlatego zostali panią premier i panem prezydentem, kierując się tą jedną jedyną dyrektywą, czyli będąc jak ajpad. Po głowie prezydenta krąży to zdanie. Z nim prezydent wstaje i z nim zasypia, po czym śni swoje cybernetyczne sny, podszyte implantowaną mu w procesie briefingu mantrą mocy. „Bądź jak ajpad, wtedy wygrasz. Ajpad człowieku, pod tym znakiem zwyciężysz”, podpowiada prezydentowi jego instynkt przetrwania, który wszedł w symbiozę z jednozdaniowym programem, wgranym na prezydencki biologiczny hardware przez technokratycznych architektów jego wyborczego zwycięstwa. I prezydent zwycięża. Jest w pełni kompatybilny z prezesem i w pełni zewnątrzsterowny, dokładnie tak, jak najnowszy model ajpada. I podoba się smartom. Tweety z Ruchadłem Leśnym stanowią pars pro toto jego medialnego wizerunku, w ramach którego wszystko odbywa się najs and smart, and easy.

Ten dziwny rok, w którym dziewiątka następuje po ósemce, co od razu przecież wygląda na jakiś fejk albo fail compilation, smarty znają tylko z fragmentów pokątnie zasłyszanych opowieści.

Mamy dziś do czynienia z wyjątkową sytuacją, w której odpowiedzialność za wzmożenie poparcia dla PiS i – niestety –ONR, czyli za dojście do władzy nacjonalizującej partii dającej przyzwolenie na nietolerancję ponosi właśnie kult smartów, owo powszechne występowanie smartów w rękach smartów, czyli w rękach i głowach pokolenia smart.

jaro

Smart. Do tej jednosłownej odpowiedzi na zadawane sobie dziś przez wielu z nas pytanie o źródła gwałtownego skrętu w prawo polskiej (światowej?) polityki, można dodać jeszcze słowo czas, albo dwa słowa – upływ czasu, który spowodował, że smarty między osiemnastym a dwudziestym szóstym rokiem życia mają do roku 89 oraz do ówczesnych wydarzeń politycznych stosunek taki, jaki starsze modele smartów – łajzy (od ang. wise[2]) – mają do drugiej wojny światowej.

Dla smartów urodzonych w latach dziewięćdziesiątych rok 89 jest dziewiczym terytorium historycznym, na którym nigdy nie stanęły ich zdalnie sterowane stopy. Ten dziwny rok, w którym dziewiątka następuje po ósemce, co od razu przecież wygląda na jakiś fejk albo fail compilation, smarty znają tylko z fragmentów pokątnie zasłyszanych opowieści. Te opowieści są różne, zwielokrotnione i poszatkowane. Rozmaicie się je też opowiada, tonem nudnym, zawziętym, krzykliwym lub cichym, pogodnym, rozkładając akcenty na to lub tamto, jednej sprawie dodając znaczenia stosowną pauzą lub chrząknięciem, lecz odbierając tym samym znaczenie innej sprawie, jeszcze w tym samym chrząknięciu lub westchnieniu. Biegli retorzy i demagogowie używają w swoich wypowiedziach niezawodnych racjonalnych argumentów zmarszczonych brwi, pewnego siebie tonu, wzruszenia ramion, sygnalizującego przejęcie omawianą sprawą wytrzeszczu oczu itd.

Tysiące masowo subskrybowanych kanałów na youtubie sprawia, że młode umysły smartów skaczą po nich z prędkością  fotoskanera. To jest właściwa przestrzeń życiowa smartów, źródło ich poczucia humoru, tematów, na jakie rozmawiają, sposobów myślenia, odczuwania i oceniania.

Pech sprawił, że w czasie, kiedy postpeerelowskie pokolenie Polaków osiągnęło wiek kilku, kilkunastu lat, komunikacja międzyludzka została masowo zapośredniczona przez łatwe w obsłudze – faworyzujące skrótowy przekaz informacji – neuroleptyczne smarty, na których pojawiają się przyciągające spojrzenie kolorowe ikonki, rozmaite atrakcyjne gierki, aparaty o wzrastającej rozdzielczości, i kamery, którymi młodzi filmowcy, fotograficy i spece od gier komputerowych oraz ciętych postów na Facebooku (wyzwolonych z okowów samogłosek) zajęli sobie po brzegi czas wolny, zamiast czytać  książki, myśleć i rozmawiać ze sobą o wielkich ideach.

Kiedyś, dawno temu, jakieś piętnaście lat temu do kawiarni miejskich przychodziły łajzy z papierowymi książkami

Tysiące masowo subskrybowanych kanałów na youtubie sprawia, że młode umysły smartów skaczą po nich z prędkością fotoskanera. To jest właściwa przestrzeń życiowa smartów, źródło ich poczucia humoru, tematów, na jakie rozmawiają, sposobów myślenia, odczuwania i oceniania. Psychologowie percepcji jeszcze dwadzieścia lat temu ostrzegali rodziców przed codzienną, wielogodzinną ekspozycją ich potomstwa na działanie świecącego ekranu telewizyjnego. Dzisiaj ekran telewizyjny można by, gdyby była jakakolwiek szansa na zainteresowanie nim pokolenia smartów, wykorzystać jako przyrząd do ćwiczenia uwagi, sprzyjający jej wzmożeniu i skupieniu. Oglądanie filmu przez godzinę od początku do końca, śledzenie dialogów i pełnej zwrotów akcji nici fabuły, jest dziś postrzegane przez widzów ultra-krótkich filmików tworzonych przez popularnych youtuberów jako zachowanie w sumie konserwatywne, nudne i nieergonomiczne (smart w oczach smartów, jak i najzupełniej obiektywnie, jest o wiele szybszy, skuteczniejszy i bardziej praktyczny). Pokolenie czterdziestolatków odrzuciło telewizory na rzecz laptopów, pokolenie dwudziestolatków odrzuca teraz laptopy – postrzegane coraz częściej jako ciężkie i nieporęczne narzędzia pracy dla osób starszych i nieobytych z klawiatura dotykową – na rzecz smartów.

Kiedyś, dawno temu, jakieś piętnaście lat temu do kawiarni miejskich przychodziły łajzy z papierowymi książkami. Książka na kawiarnianym stoliku oznaczała, że miało się do czynienia z osobnikiem inteligentnym, interesującym, atrakcyjnym, a w każdym razie czytającym, czyli z typową łajzą lub łajzem. Dzisiaj przyjście do kawiarni z książką postrzegane jest przez okupujące te kawiarnie smarty jako dziwactwo, relikt zamierzchłej przeszłości, kiedy to oddawano się perwersyjnej czynności czytania z papieru (była ona perwersyjna, ponieważ lasy produkują tlen, podczas gdy czytając z papieru o tym, jak spowolnić globalny spadek ilości tlenu w atmosferze wspomagano przemysł – drukarski – niszczący wyposażonych w chlorofil producentów tlenu, czyli popadano w błędne koło i popadnięto w nie ostatecznie).

Czytanie papierowej książki w miejscu publicznym musi być teraz jakoś przekonująco uzasadnione, na przykład autorstwem, w przeciwnym razie prawie na pewno czytelnik papieru zostanie uznany przez otaczającą go i przeważającą liczebnie grupę smartów za nieżyciowego łajza, łajzę czy łajzengę vel łajzendżonga.

Na parkowych i osiedlowych ławkach, na dworcach, w pociągach, w poczekalniach czy kawiarniach vella pubach papierowe książki czytają już tylko autorzy tych książek, te produktywne łajzy, które akurat nabrały ochoty na kawę, w drodze z wydawnictwa do domu, lub które, tuż po odbiorze egzemplarzy autorskich z tegoż wydawnictwa, miały akurat umówione spotkanie z dentystą, a pozostawienie książki w domu oznaczałoby nadłożenie drogi, stąd lektura w poczekalni stomatologicznej, lektura, która pobudza nadchodzące zewsząd smarty do wzruszenia ramionami, oraz do strzelania naokoło emotikonami szyderczych uśmiechów lub obelżywych grymasów wstrętu, których celem jest przecież nic innego, jak tylko odcięcie się od łajz i społeczna, mimiczno-oddechowa (chichoty i parsknięcia) korekta ich zachowania.

Jeśli chodzi o inteligencję humanistyczną i obycie językowe, dzisiejsze dwudziestolatki w porównaniu z wczorajszymi dwudziestolatkami są, statystycznie rzecz biorąc, regularnymi kretynami.

Normalni ludzie, czyli tacy, którzy nie budzą zdziwienia dwudziestoletnich smartów, stanowiących medianę społeczeństwa polskiego i światowego, patrzą w ekrany dotykowe wszędzie, we wszystkich miejscach, publicznych i prywatnych. Wszyscy w nie patrzymy, z różną częstotliwością, ale patrzący czterdziestolatek po studiach tym różni się od patrzącego dwudziestolatka przed studiami, że ten pierwszy kiedyś tam czytał papierowe książki, i to czytał, przynajmniej niektóre z nich wnikliwie, kształtując sobie wyobraźnię, myślenie krytyczne i język, owo subtelne i bogate narzędzie, za pomocą którego można wyznawać miłość, siać nienawiść, bronić lub atakować przestępców w sądzie, rozkazywać podwładnym, manipulować innymi ludźmi, jak też kłamać i opowiadać historie prawdziwe oraz jedynie prawdziwe. Jeśli chodzi o inteligencję humanistyczną i obycie językowe, dzisiejsze dwudziestolatki w porównaniu z wczorajszymi dwudziestolatkami są, statystycznie rzecz biorąc, regularnymi kretynami. To właśnie w ich kierunku wystrzelił swój przekaz PiS i trafił w dziesiątkę. It was a very najs and smart move, Dżarosław. Dude, you are so cool!

nazilew

Dzisiejsze dwudziestolatki trafiły w kulturze polskiej na czasy szczególnego uprzywilejowania technologicznego modelu życia. Wykształcenie informatyczne stało się najważniejszym guru-wykształceniem a dobry i piękny haker został nowym bohaterem masowej wyobraźni, w randze niegdysiejszego Robina Hooda, a może i wyżej. Z kolei prezentowany przez sprawnych informatyków pragmatyczny sposób myślenia o przyszłości stał się jedynym sposobem myślenia o przyszłości. Resztę nieokreślonych nadziei i lęków, o ile je w ogóle przejawiają – a przejawiają je najczęściej skonfrontowani z przerażającym faktem zgubienia ładowarki do smarta w niedzielę lub gdzieś na wakacyjnym odludziu – sprawnie obsługuje smartom naiwna religijność, podana i przyjęta w wersji okrojonej z niepotrzebnej egzegezy trudnych tekstów oraz historycznych sporów wokół rozmaitych dziwnych pojęć i postępujących za nimi krok w krok dogmatów. Z kolei filozofia, źródło myśli krytycznej, ale i historia, zostały zepchnięte w ciekłokrystalicznej świadomości smartów do roli „zbędnych info”, a nauczyciele tych przedmiotów trafili do folderu, intitled: „paleołajzy”.

Smarty nie widzą postępu, jaki dokonał się w naszym kraju między rokiem 1989 a 2016, ponieważ z ich perspektywy są to bardzo stare czasy, jeszcze sprzed ery smart.

W tej sytuacji do głosu i do znaczenia społecznego doszli inżynierowie propagandy, którzy uświadomili sobie jednodniowy tryb działania świadomości swoich smart-wyborców. Interpretacja moherowa, czyli przekonanie, że na partie prawicowe głosują głównie staruszki i starcy ze stajni Radia Maryja, była doskonałą zasłoną dymną, której gęstych chmur nie przeniknęło ani PO, ani SLD, ani, oczywiście, niegdysiejszy i dawno już zapomniany Ruch żwawego kota Palikota. Prawicowi spin doktorzy, ptaki i ssaki nakręcacze, „ustawili” prawicowych polityków pod dwudziestoparoletniego vel wręcz osiemnastoletniego wyborcę, nieprzyzwyczajonego do sięgania świadomością w przeszłość głębszą niż miesiąc. Dlatego słynne nieodżałowane „ostatnie dwadzieścia pięć lat” demokratycznych postępów Polski, na które dziś powołują się centro-lewicowi obrońcy demokracji liberalnej, jest dla owego jednodniowca, będącego szybkim i łatwym w obsłudze smartem, którego zasięg świadomości wyznacza procent naładowania baterii w jego smarcie – niczym. Ściśle rzecz biorąc, jest to jakiekolwiek dwadzieścia pięć lat, zupełnie neutralne dwadzieścia pięć lat, które spędził on na terenie „Polski w ruinie”, do czego przekonują go skutecznie inżynierowie społeczni partii rządzącej, wykorzystujący umiejętnie niewiedzę i testosteron swoich młodych wyborców, których głowy wypełnione są dobowym softwarem, poddawanym codziennej aktualizacji. Smarty nie widzą postępu, jaki dokonał się w naszym kraju między rokiem 1989 a 2016, ponieważ z ich perspektywy są to bardzo stare czasy, jeszcze sprzed ery smart.

Smart to ktoś – a niedługo będzie to już być może post-humanistyczne coś – co ma dzisiaj piętnaście, osiemnaście lub dwadzieścia lat i żyje ze wzrokiem utkwionym w ekran telefonu, tabletu lub – w ostateczności – lapa. Jest ono przy tym jako tako świadome zmian dokonujących się w otoczeniu, ale jest ich świadome od najwyżej kilku lat, czyli prawie na pewno nie zdążyło ich sobie gruntownie i wielostronnie przemyśleć, ponieważ jego umysł szturmują codziennie nowe gigabajty danych a skład chemiczny jego ciała determinuje je, czyli owo coś, do szybkich akcji i do percepcji krótkich haseł, a nie do wielogodzinnych lektur i rozmyślań przecież.

A jeżeli kandydat na prezydenta jest młody, to wiadomo, że będzie miał postępowe poglądy w wersji smart, na bieżąco upgrejdowane i updejtowane, więc przyszłościowe, a nie jakieś tam staroświeckie czy zaściankowe poglądy lajk łajza.

Smart nie zna historii, ponieważ historia nie jest informatyką, której zresztą także nie zna, a PRL kojarzy mu się z jakąś starodawną legendą łajzów, opowiadaną mu przez babcię dawno temu, czyli około pięć, do dziesięciu lat temu. Smartowi można wmówić wszystko, byleby to wmawianie odbywało się tonem wyrazistym i zgodnym z jego poczuciem wykluczenia – a takie poczucie, w różnym natężeniu, miewa 99,9% smartów, w okresie dorastania, czyli teraz, wpatrzonych w smarty, połączonych wirtualnie z innymi smartami, poprzez smarty, dla smartów itd. – można mu wmówić na przykład, że w kompetencje Trybunału Konstytucyjnego bez większych trudności może ingerować jeden poseł, zapewniający wszystkich wokół, gestem typu smart, że racja jest po jego stronie. A jeżeli kandydat na prezydenta jest młody, to wiadomo, że będzie miał postępowe poglądy w wersji smart, na bieżąco upgrejdowane i updejtowane, więc przyszłościowe, a nie jakieś tam staroświeckie czy zaściankowe poglądy like łajza. I jeżeli później ów młody prezydent mówi, że „Polska jest w ruinie”, to dlaczego smarty nie miałyby mu wierzyć, przecież matematyka, zajebista królowa wszystkich nauk jest po jego stronie: Żeby kupić jedno euro, trzeba wydać aż cztery złote, a chcąc kupić jedną złotówkę, wystarczy wydać dwadzieścia pięć eurocentów – to równanie dowodzi w uszach smarta prawdy twierdzenia, że Unia Europejska niemoralnie i niesprawiedliwie wyzyskuje naród polski, czyli jeden z najdoskonalszych narodów, a być może najdoskonalszy, co potwierdza w swoich very smart esejach i extreme smart wierszach Jarosław Marek Rymkiewicz, nowy wieszcz of all real Polish people, mate!

Wczoraj było bardzo źle, ale jutro będzie wręcz spektakularnie

A prawdziwa historia naszego narodu, wiadomo, jest niezmiernie podatna na interpretacje i roi się w niej od przekłamań, wpływów ideologicznych na przekaz wiedzy, jak i od problemów hermeneutycznych z dotarciem do prawdy poprzez źródła pisane, co dotyczy zresztą wszelkiej wiedzy o przeszłości. Zapoznanie się z nią wymaga wieloletnich studiów, notorycznego poświęcania uwagi i czasu, rozważania rozmaitych interpretacji oraz uświadomienia sobie subtelności metodologicznych pracy historyka. Na to wszystko smart wyposażony w smarta nie ma ochoty. Woli wysuwać żądania, które podsuwają mu wodzireje jego umysłu: Ma być mu lepiej natychmiast! Ma być smart!

Łajzy i smarty w swoich opowieściach o świecie posługują się innymi metaforami, ponieważ żyją w czasie bez różnic

Dlatego głośny przekaz zdecydowanego demagoga znaczy dla smarta o wiele więcej, niż jakaś tam historia, której trzeba się uczyć długo z grubych książek z papieru („Czy im naprawdę nie było szkoda lasów?”). Rozumieją to dziś świetnie Kaczyński i Trump, a każdy z nich oczywiście na swój sposób, łajza powiedziałaby mutatis mutandis. Brawurowa pogarda dla wykształconych ekspertów, dla tradycji, sposób traktowania przez ministra MON (nie mylić z NOM!) najwyższych oznaczeń państwowych, aroganckie plucie na Lecha Wałęsę, będącego symbolem wolnej Polski, i wiele innych efektownych zabiegów medialnych, o których informuje się ludność naprawdę wiele razy w ciągu tygodnia – oto co cieszy smarty, oto co do nich trafia, co je kształtuje, ich wyobraźnię, oceny i wybory. Smarty dostały swoje jednodniowe igrzyska od ludzi, którzy uwznioślają zmianę, ponieważ nic innego im nie pozostało. Lu(dzie ci) nie potrafią się odnaleźć w rzeczywistości, dlatego muszą ją zmienić, żeby móc w niej żyć tak, jak chcą. Piszą od nowa historię minionego ćwierćwiecza, ponieważ mają poczucie politycznego niespełnienia, poczucie, że kiedyś tam, dawno temu przegrali walkę o uznanie, którego przecież tak bardzo pragnęli. Nikt im nigdy nie odpowiedział na ich wielkie pytanie z przed lat, które brzmiało, i będzie brzmieć przez pokolenia, które właśnie to z tej historii zapamiętają: „Popatrz, co zrobiłem, mamusiu, prawda, że ładne?”. Dlatego teraz cofają zegary. Przeżyją to jeszcze raz, ale tym razem zaczekają, aż mama wróci z pracy. Na zasadzie Fort-Da, mówiąc Freudem. I tak, rok 89 to była dla nich trauma.

Smarty nie rozumieją już zagadki Sfinksa

Ta drobna korekta czasu, z jaką mamy aktualnie do czynienia w propagandowym mejkapie polskiego rządu, stała się możliwa dzięki końcowi historii, czyli za sprawą upośledzenia u młodych pokoleń chronologiki, czyli percepcji czasu chronologicznego, którego poczucie było kształtowane i utrwalane w społeczeństwie tradycyjnym przez linearny przekaz grubych ksiąg. Czytanie opasłych tomów było tresurą koherencji, której większości ludzi dzisiaj brakuje. Chodziło o regularną i systematyczną ekspozycję młodych umysłów na długie ciągi sensów, których percepcja trwała wiele godzin dziennie. Te szlaki, drogi czy trasy spacerowe sensów były i są rodzajem mapy czasu, która pozwala(ła) wyposażonemu w nią umysłowi dowolnie rozciągać ową linearną ciągłość na zdarzenia przeszłe i przyszłe, prawem przeskalowania, czyli pozwala(ła) mu na snucie opowieści o sensie wydarzeń historycznych, jak też na zmyślanie futurologicznych prognoz odnośnie rozwoju lub upadku gatunku ludzkiego, narodu, czy jednostki. Pozwala(ła) mu zatem na sprawne używanie metafor temporalnych, czyli na zrozumienie, na przykład, zagadki Sfinksa.

Cóż to za zwierz, który rano chodzi na czterech łapach, w południe na dwóch a wieczorem na trzech? Właściwej odpowiedzi na to pytanie może udzielić tylko ten, kto jest w stanie porównać linearny czas dnia – nulla dies sine huius linea! – wraz ze zmieniającym się w tym czasie samopoczuciem, z czasem życia ludzkiego. Łajzy i smarty żyją już w czasie bez różnic – dni są podobne do tygodni, a miesiące do lat – ale smarty są do tego życia lepiej przystosowane. Ich ledowe słońce nigdy nie zachodzi.

Mądrzy tworzą swoje metafory na bazie linearnego czasu rytmu dobowego i tygodniowego, podczas gdy smarty budują swoją percepcję na planie serii oderwanych chwil. Dlatego smarty nie rozumieją już zagadki Sfinksa, jak też nie rozumieją paleołazjów. Sytuację ratują smartłajzy, ale chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że jesteśmy mniejszością. Słowo człowiek trafia w sformatowanych umysłach smartów coraz częściej do folderu zbędne. Dlaczego rozumiesz to zdanie? Ponieważ jesteś łajzą, albo po prostu dlatego, że to jest naprawdę subdoskonałe zdanie, albo jedno i drugie.

Po końcu linearnej historii, strzeżonej niegdyś przez skrupulatnych księgarzy, kiedy chronologia utraciła już znaczenie, podobnie jak instytucje edukacyjne, które stały dotąd na jej straży, nastała era smartów, czyli era zwielokrotnienia ilości i szybkości przepływu danych, bez widocznej poprawy jakości życia.

Wielogodzinne czytanie w skupieniu i następujące po nim krytyczne omówienie tematu, dokonywane podczas spotkania z myślącymi przyjaciółmi, jest kształceniem umysłu historycznego i futurystycznego (czyli twórczego, bo dysponującego językowymi środkami zarządzania czasem opowieści), dla którego nie ulega wątpliwości, że TO stało się teraz, TAMTO wtedy, a TOTO TU, O TAM, JUŻ PRAWIE („Nie za duże te litery?”, are you smart?) najprawdopodobniej dopiero się stanie. Smarty mogą czytać i rozumieć tekst niezależnie od użytego w wypowiedzi czasu! Jest to rozumienie okrojone, ale skuteczne. Dlatego w ciągu najbliższej dekady smarty stworzą kulturę jeszcze bardziej uproszczoną od tej, z którą mamy do czynienia dziś, najprawdopodobniej. Występujący w ich wypowiedziach brak samogłosek (pismo) lub spółgłosek (mowa) jest piękny, ale piękniejszy jest brak rozróżniania czasów w językach ojczystych. Smarty żyją bowiem w wiecznej teraźniejszości elektkliwego ekranu, działającego na zasadzie fade in / fade out, to, co dzieje się na świecie pomiędzy i poza wzbudzeniem a wygaszeniem elektkliwej błony nie ma dla smarta zbyt dużego znaczenia. To znaczenie zresztą ciągle maleje.

Umysł linearny układa zdarzenia w łańcuchy ciągów i w ciągi łańcuchów. Smarty nie myślą łańcuchami, lecz niepowiązanymi ze sobą krótkimi rozbłyskami elektkliwych (tak, to może być początek nowej wrażliwości emocjonalnej, której rezultatem może być współczucie rozbitym szybkom smartów, przy jednoczesnym niezauważaniu krwawiącej paleołajzy, która została potrącona na naszych oczach w wypadku drogowym[3]) ikon, które zapalają się i gasną w świętej rzece informacyjnego szumu, po której ich umysły dryfują niczym wszechwiedzący plankton. Dla smartów czas już nie płynie. Wszystko dzieje się teraz, w przestrzeni wirtualnej, czyli w przestrzeni cnotliwej, będącej świadectwem nabycia znaczącej sprawności technologicznej. Tak przechodzimy dziś w post-człowieka.

Smarty mają problem nie tylko z krytycznym wglądem w przeszłość, lecz także z planowaniem przyszłości. Po końcu linearnej historii – spisywanej i doglądanej niegdyś przez skrupulatnych Linneuszów – kiedy chronologia utraciła już znaczenie, podobnie jak kultywujące ją instytucje edukacyjne, nastała era smartów, czyli era zwielokrotnienia ilości i szybkości przepływu pojawiających się i znikających danych (wraz z informacjami o ich nadejściu, usunięciu i modyfikacji), czemu jednak od pewnego czasu nie towarzyszy już żadna widoczna poprawa jakości życia w skali globalnej a dobrze żyje się tylko nielicznym.

Zawężona percepcja i ahistoryczna świadomość smartów sprzyjają dziś faszyzmowi najbardziej. Jak temu przeciwdziałać? Cóż, przydałby się jakiś polityczny geniusz, ponowoczesny luzak z otwartym umysłem, stroniący od wojny, pozytywny marzyciel, a przy tym skuteczny demagog. Przydałyby się także ponowoczesne masy, z otwartymi umysłami, stroniące od wojny i przeniknięte świadomością dążenia do wspólnego dobra. Ale bądźmy surrealistami, please. Albo przynajmniej bądźmy Kanadyjczykami.

Vel, vella, vellissima!

lasie

[1] roztropność

[2] mądry

[3] Zygmunt Bauman, Etyka ponowoczesna, przeł. Janina Bauman i Joanna Tokarska-Bakir, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2012.

DATA PUBLIKACJI: 13 września 2016
OSTATNIA AKTUALIZACJA: 29 października 2016