"Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra Pawlenskiego"
"Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra Pawlenskiego"

Moszna i palec

czyli o przemocy i sztuce Piotra Pawlenskiego

Gdy wybrałam się na spotkanie z artystą i jego partnerką Oksaną Szałyginą, spodziewałam się przede wszystkim luzaka. A przynajmniej kogoś, kto wobec zacieśniającej się kontroli władzy ma mi do zaproponowania coś innego niż przemoc czy bierność.

Rosyjski artysta, Piotr Pawlenski uwagę światowych mediów po raz pierwszy przyciągnął akcją „Szew” (2012), kiedy to zaszył sobie usta w geście protestu przeciwko skazaniu aktywistek z Pussy Riot. Późniejsze jego akcje w przestrzeni publicznej za każdym razem łączyły elementy samookaleczenia lub wystawienia się na niebezpieczeństwo jako aktu sprzeciwu wobec przeistaczania się Rosji w państwo policyjne albo apatii społeczeństwa. W akcji „Tusza” wystawił swoje nagie ciało zwinięte w kokon z drutu kolczastego pod budynkiem lokalnego parlamentu. W „Oddzieleniu” (2014) odciął sobie płatek ucha przed Instytutem Psychiatrii Sądowej. W najbardziej spektakularnym wyczynie przybił swoją mosznę do bruku na Placu Czerwonym w Moskwie („Fiksacja”, 2013). Nakładem Krytyki Politycznej wyszła właśnie książka „Pawlenski” zawierająca szczegółową dokumentację, wywiady z artystą i analizy jego twórczości.

"Pawlenski", pod red. J. Kutyła, P. Walaszkowski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016.
„Pawlenski”, pod red. J. Kutyła, P. Walaszkowski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016.

Na mnie największe wrażenie zrobiła akcja „Groźba. Płonące drzwi Łubianki” (2015), w której Pawlenski podpalił drzwi FSB (dawnego KGB) i nie uciekł. Po prostu stanął i czekał. Właśnie wtedy pomyślałam, że ta brawura jest tak szalona, tak absurdalna, że to żart. Bo nikt o zdrowych zmysłach, by tego nie zrobił. Nikt nie podniósłby ręki na instytucję – symbol przemocy, a tym bardziej nie przyznałby się do tego. A on stał i spokojnie czekał. Pomyślałam, że ma jaja. Bo Pawlenski wobec przemocy pokazał nie tyle siłę, co luz.

I kiedy wybrałam się na spotkanie z artystą i jego partnerką Oksaną Szałyginą do Krytyki Politycznej, spodziewałam się właśnie przede wszystkim luzaka. A przynajmniej kogoś, kto wobec zacieśniającej się kontroli władzy (nie tylko rosyjskiej, ale każdej) ma nam do zaproponowania coś innego niż przemoc czy bierność. Kto wyrwał się tej dialektyce, a swoimi akcjami obnaża nie tyle siebie, co jej agentów – przemocowy aparat władzy i bierne, apatyczne społeczeństwo. Tymczasem trafiłam na radykała, który prostą drogą zmierza ku przemocy. Przesłanka do tego zawarta jest już niejako w jego pracach (samookaleczenia, podpalenia), bardziej może wyziera jednak z wypowiedzi:

„Jeśli wyobrazisz sobie linię, na której jednym końcu jest opera (jako środek komunikacji), a na drugim – atak terrorystyczny (jako środek komunikacji), wtedy w znaczeniu kontroli gestu, performensowi bliżej jest do opery, a akcjonizmowi – do terroryzmu”[1].

"Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra Pawlenskiego"
„Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra Pawlenskiego”

Z pamiętniczka rewolucjonisty

Przesłanka do przemocy najbardziej uchwytna okazuje się jednak w relacji partnerki Pawlenskiego – oddanej jemu i sprawie – Oksany Szałyginy. Oksana i Piotr poznali się 10 lat temu. Żyją razem w Petersburgu, wychowując dwie córki. Ich wybory ideowe przekładają się ściśle na codzienną egzystencję. Mieszkają więc w nieotynkowanym pomieszczeniu bez jakichkolwiek wygód. Nie mają prysznica, mebli, łóżek. Nie zalegalizowali swojego związku, nie pracują zawodowo, nie wysłali dzieci do szkoły… Wszystko to sytuują w krytyce kapitalizmu, instytucji władzy, dominujących modeli życia i wychowania. Te bowiem zniewalają jednostkę, wyrządzają większą krzywdę i rekompensują ją pozornymi wartościami jak potrzeba nowych dóbr, dyscyplina. Ok. Serce każdej lewaczki – łącznie ze mną – aż drży z radości.

” (…) performensowi bliżej jest do opery, a akcjonizmowi – do terroryzmu”.

Niemniej – jak to klarownie pokazał Sade – postawa rewolucjonisty zakłada swoistą dyscyplinę, która zawsze domaga się jeszcze jednego wysiłku. Pytanie, co dalej? Może zrezygnować z mięsa? Szanujący się żołnierz rewolucji nie skrzywdzi bowiem żadnego żywego stworzenia. Pawlenski i Szałygina nie jedzą mięsa. Nie jedzą go też ich dzieci: Alisa (8 lat) i Lilia (5 lat) samodzielnie podjęły decyzję o diecie wegetariańskiej.

„Przez jakiś czas mieszkaliśmy z mamą Piotra, która uważała, że mięso jest niezbędne w diecie dzieci, i ukradkiem dodawała je do ich potraw. W pewnym momencie dziewczynki zorientowały się, że ten nowy smak to mięso, którego wcześniej tak bardzo unikały. O dziwo, posmakowało im do tego stopnia, że zaczęły wręcz domagać się mięsnych dań. Zaproponowaliśmy im wtedy wycieczkę na targ. Wyjaśniliśmy, że najpierw będą musiały kupić żywą kurę, później same ją zabić, a dopiero na koniec przygotować i zjeść. Chcieliśmy im pokazać, że to one muszą wziąć odpowiedzialność za śmierć tego kurczaka, a nie ktoś obcy. Wtedy obie zaczęły się nad tym zastanawiać i doszły do wniosku, że jednak nie chcą jeść mięsa”.

Niejedzenie mięsa? W sumie nic wielkiego. Ale co, jeśli któryś z rewolucjonistów zaprzeczy wyznawanym ideom?

„(…) obiecaliśmy sobie, że będziemy sobie o wszystkim mówić. Złamałam tę obietnicę. Kiedy przyznasz się do czegoś po fakcie, twoje słowa nie mają już żadnego znaczenia, choćbyś znalazł ich tysiące na swoje usprawiedliwienie. Długo zastanawiałam się, jak mogę naprawić swój błąd i na nowo połączyć prawdę ze słowami, które wypowiadam. Pewnego dnia zrozumiałam, co muszę zrobić. Dotarło do mnie, że muszę odciąć sobie palec. To była kara, którą sama wymyśliłam i uznałam za odpowiednią – mały palec. Podzieliłam się swoim pomysłem z Piotrem, a on przyznał mi rację i zgodził się, bym to zrobiła (…) poszłam do sąsiadki, żeby pożyczyć tasak. Później ustawiłam stół, położyłam dłoń i odrąbałam palec”.

Brzmi znajomo? „Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie!” (Mk 9, 41-50) Czy pisze się tu jakaś nowa świecka ewangelia? Powstaje nowy kościół rewolucji, jego wyznawcy i naśladowcy? Czy docenienie Pawlenskiego nie jest implicite wyrażonym przyzwoleniem na przemoc? Zielonym światłem dla jego kontynuatorów, naśladowców, epigonów?

"Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra Pawlenskiego"
„Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra Pawlenskiego”

Kobieta rewolucji

Interesująca jest tu również pewna nierówność. Skoro samookaleczenia Pawlenskiego są gestem artystycznym, a nawet politycznym, to czym jest samookaleczenie Szałyginy? Czymś jedynie prywatnym, intymnym wyrazem miłości i skruchy? Dlaczego nie poświęcić mu artykułów we wszystkich zachodnich mediach, nie mianować do nagrody „Innowacja”? Skoro obydwoje weszli na drogę rewolucji, współtworzą gazetę „Politpropaganda”, żyją i tworzą razem to zastanówmy się, wobec czego skierowany jest urąbany palec Szałyginy? Wobec jakiej przemocy czy nierówności? Jak ma się odcięty płatek ucha Pawlenskiego czy przekuta moszna do odrąbanego palca Szałyginy? O jakim oddzieleniu mówi?

Zwłaszcza, że krytycy Pawlenskiego zarzucali, że moszny nie przekuł sobie na Placu Czerwonym, ale wcześniej w domu i włożył kolczyk. Szałygina miała chyba trudniej:

„Może tasak był tępy, a może brakowało mi siły, ale długo się męczyłam, zanim mi się udało”.

Czy więc gest Szałyginy – tak podobny w formie – nie jest lustrzanym odbiciem gestów Pawlenskiego? Jego czarnym lustrem? Albo powidokiem?

Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra Pawlenskiego
Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra Pawlenskiego

Ogniu, krocz za mną

Sam Pawlenski pewnie wytłumaczyłby, że wszystko zależy od kontekstu, a polityczność gestu powinna wypływać z kontekstu politycznego. Gdy został aresztowany za akcję „Wolność” (podpalenie opon na moście Małostajennym w Petersburgu jako wyraz sprzeciwu wobec agresji Rosji na Ukrainę), tłumaczył śledczemu, że znaczenie np. ognia jest zależne od kontekstu:

„Podpalenie, czyli ogień ma konkretną symbolikę. W tym przypadku jest to symbol wyzwolenia. Nie można zrównoważyć ognia z czymś, co nieczyste”.

Niemniej niezależnie od kontekstu ogień to nie tylko metafora, symbol oczyszczenia. Ogień jest ogniem jest ogniem jest ogniem jest ogniem. A rewolucyjny ogień nie tylko zaraża kolejnych rewolucjonistów (przypadek śledczego Pawlenskiego, który przyznał mu rację i odszedł z zawodu), ale również powoduje pożary, parzy, spala.

***

„Chcemy ci coś zaproponować. W imieniu kolegów. Żebyś dziś o ósmej wieczorem spalił się pod gmachem Centralnego Komitetu Partii, kiedy skończą się obrady zjazdu partii i delegaci z całego kraju wyjdą przed gmach”. Taką propozycję dostaje narrator „Małej Apokalipsy” (1979) Tadeusza Konwickiego. Namawiają go dwaj koledzy po piórze, którzy wcześniej zachęcali do składania podpisów pod antyrządowymi protestami, jednak wobec rychłego włączenia Polski do Związku Radzieckiego i grożącego zniewolenia, środki muszą zostać zaostrzone. Wydaje się, że śmierć będzie miała adekwatny rezonans. Wiadomo, media napiszą, dokumenty powstaną. Narrator ruszy więc z kanistrem pod Pałac Kultury. Czytałam tę lekturę w liceum i mimo czytelnej wykładni nie rozumiałam, dlaczego bohater zdecydował się na śmierć.

Dziś również uważam, że ktokolwiek, komu jakiś Hubert i jakiś Rysio zaproponują w jakiejkolwiek sprawie samospalenie, czy będzie to obrona kraju, religii, wolności czy ostatniej orki, powinien odpowiedzieć po prostu: „Spierdalaj”.

[1] https://www.1843magazine.com/features/body-politics

Pozostałe cytaty pochodzą z książki „Pawlenski”, pod red. J. Kutyła, P. Walaszkowski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016.

DATA PUBLIKACJI: 11 stycznia 2017
OSTATNIA AKTUALIZACJA: 10 lutego 2017