Alef, Grażyna Smalej, 2016, akryl i olej na płótnie, średnica 100 cm
Alef, Grażyna Smalej, 2016, akryl i olej na płótnie, średnica 100 cm

mały traktat o oryginalności

Zlikwidować siebie jako podmiot mówienia za cenę mocy proroczego stylu? Nigdy.

 

Je ne vois qu’infini par toutes les fenêtres

Charles Baudelaire, Le gouffre (Les fleurs du mal)

 

No i co? Jak mówić spoza języka? Czy można wyjść poza i mówić spoza? Odpowiedź:

Spoza mówimy bez alienacji. Wtedy Inny nas nie ma. Innym jest oczywiście język.

Użyć innego dla własnych celów… To użycie jest mówieniem spoza języka.

Poezja, proza, filozofia… albo raczej szamanizm. Szamańskie podejście do języka jest wychodzeniem ponad język i schodzeniem pod język, czyli dokładnie tam, gdzie trafiają szamańskie kryształy. Ta pozycja umożliwia mówienie spoza, chwilowe, zawsze tylko takie, wyprzedzenie języka, zanim nałoży nam wędzidło dobrego stylu, zanim skusi nas stylem, bo styl jest atrakcyjny i przyjemnie jest mieć styl. Za cenę stylu oddajemy naszą wolność względem języka. Albo nie oddajemy. Czy dezynwoltura popadająca od czasu do czasu w obelżywość lub cofająca się ku powadze jest rozwiązaniem? Nie, o ile wypowiedzenie prawdy likwiduje prawdę, jak przekonywał Thomas Bernhard.

A jeśli wypowiedzenie prawdy jednak nie likwiduje prawdy? Mówienie spoza języka jest wciąż mówieniem. Niekoniecznie musi upadać w styl. Bernhard poszedł za stylem. Czy został niewolnikiem języka? Czy dał sobie założyć wędzidło? Czy przestał panować jako podmiot? Moim zdaniem panował do końca, czyli do końca prowadził podmiotową grę, ale mogę się przecież mylić. Uznanie siebie za nieomylnego mocą wiary nie jest moją drogą. Zamiast wpisywać siebie w styl proroczy, wolę faktyczne mówienie spoza języka, które może posłużyć się stylem proroczym, ale nie może w niego wpaść czy popaść. Posługiwanie się stylem jest używaniem stylu, a używanie bywa profanujące. Z kolei popadnięcie w styl likwiduje podmiot. Zlikwidować siebie jako podmiot mówienia za cenę mocy proroczego stylu? Nigdy. Autor Zaratustry w każdym razie tak by powiedział. To rzekł Zaratustra jest przecież stylistyczną rozgrywką podmiotu (Nietzschego), który powraca do języka z otchłani, żeby wypromieniować z siebie nowy światopogląd z cechami utopii, jako efekt uboczny; silny artysta-szaman w warunkach trwogi wydziela z siebie takie rzeczy tak naturalnie, jak kwiat wydziela nektar.

To nie styl mówi spoza języka, lecz podmiot. Podmiot władający językiem, którego przebiegłość polega na nieustannym wciąganiu podmiotu (prawda?) w swoją grę. Podczas gdy prawdziwe słowo jest muzyką. Jest do niej w każdym razie bardzo podobne i często z nią współwystępuje. Ton i rytm, i głos. Prawdziwe słowo wyprzedza język jako głos. Artykulacja jest jakby wyciszeniem symfonii do jednego instrumentu. Ten głos można zapisać w wersie lub zdaniu. Dzięki temu istnieją pisarze, poeci, filozofowie, czyli szamani tekstu.

Mówić swoim, nieswoim życiem. Zamieniać życie na słowo a słowo na pismo. Taki kierunek jest kierunkiem literatury podmiotowej. Można też wcale nie zapisywać, tylko śpiewać.

A gdyby tak podać jakiś przykład?

Podawanie przykładów jest wysoce ryzykowne. To przecież prosta droga do alienacji, do oddania się komuś innemu we władanie. Dlatego jeżeli już podawać przykłady, to tylko takie, które są nam bliskie. Z drugiej strony, unikanie alienacji także jest alienujące. Dlatego raczej nie należy trzymać się żadnych reguł, między innymi także reguły zakazującej podawania przykładów.

Weźmy na przykład Charlesa Baudelaire’a. Drugie wydanie jego Kwiatów zła z roku 1861, w którym znajdziemy (w przeciwieństwie do pierwszego wydania z roku 1857) wiersz Otchłań (Le gouffre). Antoni Lange przetłumaczył zdanie z motta tak: Z okien wciąż patrzy na mnie – twarz Nieskończoności, jest to przykład chwalebnego przekładu w poetyce religijnej. W oryginale jednak nie ma słowa twarz. Nieskończoność nie ma twarzy. To jest jeden z głównych problemów jakie z nią mam(y). Otóż twarz rozprasza się w nieskończoności na nieskończoność cząsteczek, perspektyw i pustek. Gdziekolwiek bym nie wyjrzał – widzę nieskończoność. Przez wszystkie okna widzę tylko nieskończoność (tak brzmi dosłowny przekład powyższego wersu). Patrzę na rzecz, a ta rzecz natychmiast staje się nieskończona i znika. Wszystko mi znika przez nieskończoność, zapada się w otchłań. Przepastne, pascalowskie spojrzenie stało się udziałem Baudelaire’a:

Otchłań

Pascal miał swoją otchłań, co wraz z nim kroczyła.
– Ach ! Wszystko jest otchłanią – czyn, pragnienie, sen,
Słowo ! – i moje włosy, które prosto stają,
Trwoga wraz z wiatrem układa.

W górze, w dole, wszędzie – głębia, grań piaszczysta,
cisza – fascynująca, przeraźliwa przestrzeń…
Na dnie moich nocy Bóg palcem naukowym
Kreśli nieustannie wielokształtny koszmar.

Boję się ogromnej czarnej dziury snu,
Wiodącej w nieznane, w przerażenia pełni;
Nieskończoność wpada mi przez wszystkie okna.

Mój umysł nawiedzony zawrotami głowy
Spogląda zazdrośnie ku nieczułej pustce.

Ach, gdyby tylko nigdy poza Liczby i Istoty nie wyjść![1]

Tak naprawdę nie chodzi w tym wszystkim, co tutaj mówię, o wolny język. Chodzi natomiast o otchłań, która ma wszelką możliwą moc. Język jest jej efektem, jednym z wielu, ale jakże dla nas ważnym. Nieskończona otchłań wykracza poza niego. Jeżeli doświadczasz nieskończonej otchłani, doświadczenie to natychmiast, a jest ono traumatyczne, umieszcza cię poza językiem. Pozycja pascalowska jest pozycją podmiotu poza językiem. Heidegger pisze, że bycie jako nicość i otchłań odbiera nam mowę w trwodze. Wcześniej Pascal ogłaszał swoje przerażenie nieskończonością, podobnie Baudelaire. Owo wyjście poza język („Liczby i Istoty”) jako zasadę i medium porządkowania rzeczywistości jest tym, co nas, istoty językowe, przeraża… Zwycięstwo nad przerażeniem okazuje się nowym powrotem do języka, nawet jeżeli jest to powrót wiewiórki zahipnotyzowanej spojrzeniem pytona siatkowatego tak intensywnie, w której przerażenie wezbrało do tego stopnia, że sama rzuca się w paszczę drapieżnika! Pisanie z otchłani jest więc oryginalne, bo bliskie źródła; ze źródła, czyli – z otchłani.

Depresja (odwrót) – otchłań – trwoga – (powrót) twórczość. To jest po postmodernizmie. Kultura szamanów, trans, wertykalne i abisalne wycieczki gdzieś tam i dokądś tam, żeby usłyszeć nowy przekaz, żeby wzbogacić doświadczenie i język. Jest to droga dla tych, którzy nie mogą inaczej. Konieczność twórcza splata się tutaj z szamańską inicjacją, jak u Jima Morrisona. Przykłady można mnożyć. Czy można je także dzielić, dodawać i odejmować? Wyciągać z nich pierwiastki? Takie i inne rzeczy robią chyba nasze mózgi wystawione (przede wszystkim w wieku rozwojowym, choć nie tylko) na działanie przykładów.

 

[1] Ch. Baudelaire, Le gouffre, http://poesie.webnet.fr/lesgrandsclassiques/poemes/charles_baudelaire/le_gouffre.html, Tłum. moje. Pisząc niniejszy « mały traktat… » nie znałem przekładu Le gouffre dokonanego przez Mieczysława Jastruna, gdybym go znał, pewnie nie zabrałbym się za tłumaczenie (chociaż kto wie, może bym się zabrał?), gdyż jest to dobry przekład.

DATA PUBLIKACJI: 6 października 2017
OSTATNIA AKTUALIZACJA: 1 czerwca 2018