macierzynstwo

Macierzyństwo jako twórczość

O byciu matką jako jednej z form twórczości

Macierzyństwo jest doświadczeniem, z którym większość kobiet musi zmierzyć się w swoim życiu – w ten czy w inny sposób. Posiadanie lub nieposiadanie dzieci nie zawsze musi być odczuwane w kategoriach sprawstwa i własnej decyzji – czasem przydarza się ono niespodzianie, bez planu, albo uparcie nie chce zaistnieć w naszym życiu. Wiele kobiet również postrzega macierzyństwo jako opcję, na którą może się zdecydować, co sprawia, że bycie matką, tak samo jak rezygnacja z tego doświadczenia, staje się przedmiotem decyzji jednostki. Postęp medykalizacji naszego życia i wzrost refleksyjności cechujący nowoczesne społeczeństwa (a przynajmniej znaczące segmenty tychże społeczeństw) prowadzi do tego, że ludzie w coraz większym stopniu mają świadomość, iż to, co kiedyś wydawało się naturalne, może stać się wyborem.

Dyskursy wokół macierzyństwa są bardzo zróżnicowane: perspektywa feministyczna dowartościowuje macierzyństwo przy jednoczesnym podkreślaniu prawa kobiety do wyboru i możliwości realizowania się przez nią w sferach innych niż macierzyństwo, dyskursy neoliberalne ukazują dziecko jako kolejną inwestycję w życiu, konserwatyści natomiast pielęgnują mit matki Polki i odsyłają kobiety do domu, gdzie mają one opiekować się dziećmi i mężem. W konserwatywnej wizji macierzyństwo jest również obowiązkowo heteroseksualne (aczkolwiek opieka nad dziećmi wcale nie zawsze musi uwzględniać w tej perspektywie udział mężczyzny). Adrienne Rich w swojej słynnej pracy Zrodzone z kobiety zaproponowała rozróżnienie na macierzyństwo jako instytucję i macierzyństwo jako doświadczenie.

O możliwości stania się matką w toku życia kobiety przypominają zarówno członkowie rodziny czy znajomi, postrzegający siebie jako uprawnionych do zadawania pytań o plany reprodukcyjne, jak i lekarki i inni przedstawiciele zawodów medycznych

Instytucjonalny wymiar macierzyństwa przejawia się w normatywnych przekonaniach dotyczących sposobów jego przeżywania i organizowania – macierzyństwo jest tu instytucją społeczną, co do której istnieją określone społeczne wyobrażenia i wobec której społeczeństwo żywi określone oczekiwania. Instytucje porządkują nasze działania i pozwalają przewidzieć zachowania innych oraz oczekiwania, jakie mogą oni mieć wobec nas. Upraszczają one nasze życie, zapewniają poczucie pewności i bezpieczeństwa w codziennych interakcjach i pozwalają nam jako członkom i członkiniom tego samego społeczeństwa odwołać się do czegoś w sytuacji, gdy czujemy się niepewni albo zagubieni. Tymi, którzy egzekwują od matki wypełnienie wymagań, jakie przypisywane są zinstytucjonalizowanej społecznie roli matki, są inni: rodzina, znajomi, lekarki, pielęgniarze, państwo – a nie samo dziecko. Dziecko, póki samo nie pozna owych społecznie określonych wymogów, kieruje się swoimi potrzebami, których zaspokojenie pozwala mu czuć się bezpiecznie. Macierzyństwo rozumiane jako instytucja wprowadza element zewnętrzny w relację między matką i dzieckiem. Społeczeństwo czuje się uprawnione do zadawania pytań kobietom o ich plany w tej sferze czy do dywagowania na temat zdrowia reprodukcyjnego kobiet. O możliwości stania się matką w toku życia kobiety przypominają zarówno członkowie rodziny czy znajomi, postrzegający siebie jako uprawnionych do zadawania pytań o plany reprodukcyjne, jak i lekarki i inni przedstawiciele zawodów medycznych, mający obowiązek poinformowania kobiety o skutkach określonych zabiegów dla jej zdrowia reprodukcyjnego czy nawet odmawiający przeprowadzenia pewnych procedur u kobiet niebędących matkami (np. założenia wkładki wewnątrzmacicznej).

Macierzyństwo jako doświadczenie dotyczy przeżywania faktu urodzenia i/lub posiadania dziecka przez kobietę w całej materialności i intymności tego doświadczenia. Macierzyństwo jest doświadczeniem relacji z drugim człowiekiem, z dzieckiem, które bierze się z ciała kobiety (albo jest przez nią przyjmowane jako dziecko adoptowane). Macierzyństwo wiąże się z cielesnością i sferą uczuć, przy czym ta pierwsza zwykle jest albo medykalizowana, albo odrzucana jako nieatrakcyjna w ekonomii męskiego pożądania, które uznaje kobietę za wartościową jedynie w sytuacji, gdy może ona sprostać zadaniu zaspokojenia męskich pragnień. Kobieta w ciąży i w połogu postrzegana jest w naszej kulturze jako nieatrakcyjna, pozostaje wyłączona z męskiej ekonomii pragnienia, przez co jej doświadczenie traci na ważności w perspektywie patriarchalnej władzy.

Matka ma kochać swoje dzieci i poświęcać się dla nich. Jej pragnienia, związane z własnym rozwojem, seksualnością czy czasem wolnym, jawią się jako kaprys, nadużycie i przejaw braku odpowiedzialności.

Macierzyństwo może być źródłem wielu uczuć, tych, które zwykliśmy nazywać „pozytywnymi” (jak radość, zadowolenie, szczęście, satysfakcja), jak i tych „negatywnych” (strach, lęk, niezadowolenie, frustracja etc.). Określenia „pozytywne” i „negatywne” umieszczam w cudzysłowach, gdyż sądzę, że rugowanie jakichkolwiek uczuć z naszego doświadczenia częściej polega na ich wypieraniu, aniżeli ich przezwyciężaniu. „Negatywność” uczuć sugeruje, że nie powinno ich w ogóle być; tymczasem każde uczucie to doświadczenie, które komunikuje nam coś o nas samych i sytuacji, w której się znajdujemy. Nie dopuszczając do siebie owych trudnych, wykluczanych w perspektywie gloryfikującej bycie matką uczuć, matka/kobieta nie jest w stanie uznać tego, że macierzyństwu może towarzyszyć również ambiwalencja. Co więcej, przy tak silnej tendencji istniejącej w polskim społeczeństwie do oceniania matek i obwiniania je za wszelkie zło, jakie spotyka dziecko nie tylko w dzieciństwie, ale również w dorosłości, wydaje się, że w macierzyństwo wpisane są indukowane społecznie poczucie winy i ambiwalencja. Matka ma kochać swoje dzieci i poświęcać się dla nich. Jej pragnienia, związane z własnym rozwojem, seksualnością czy czasem wolnym, jawią się jako kaprys, nadużycie i przejaw braku odpowiedzialności.

Ambiwalencja pojawia się zatem wtedy, gdy czujemy, że nasze doświadczenie nie pokrywa się ze społecznym oczekiwaniem, którego jesteśmy obiektem. W takiej sytuacji stanowi ona symptom tego, że jesteśmy w sytuacji dla nas opresyjnej. Zderzenie instytucjonalnego i doświadczeniowego wymiaru macierzyństwa może właśnie budzić w matce ambiwalentne uczucia. Wiele kobiet wciąż nie znajduje języka, by wypowiedzieć – nawet wobec siebie samej – tego, że macierzyństwo nie jest jednoznacznie pozytywnym doświadczeniem. Wreszcie macierzyństwo może być o tyle ambiwalentne, że – jakkolwiek może ono stanowić dla kobiety realizację jej pragnień – wiąże się z koniecznością opieki i bezwarunkowego odpowiadania na potrzeby drugiego człowieka (przynajmniej póki nie stanie się on choć w pewnym stopniu samodzielny). Dziecko początkowo zawłaszcza matkę, nie odróżniając siebie od niej. Matka w tej perspektywie może zniknąć, zostaje tylko dziecko. Później ta rola może się odwrócić – to matka pragnie wniknąć w dziecko, zlać się z nim, żyć jego życiem. Sądzę jednak, że większość relacji, jeśli nie wszystkie, zawiera w sobie choćby drobny element, niewielki potencjał ambiwalencji. Ambiwalentne są te sytuacje, których nie umiemy jednoznacznie ocenić, które są jednocześnie dobre i złe, pozytywne i negatywne, niosące przyjemność i raniące – nas lub kogoś innego. Kochamy, ale czasem jakby kochamy mniej. Albo inaczej. Albo nie wiemy, czy na pewno kochamy. Odczuwamy solidarność z tymi, przez których czujemy się zdradzani. Przykłady można by mnożyć i przypuszczam, że doświadczenie ambiwalencji jest tym, które, choć nie zawsze nazwane i w pełni uświadomione, dotyka wiele i wielu z nas. Zmiany, jakie zachodzą w ciągu życia, modyfikują nasze perspektywy postrzegania różnych spraw i to, co wydawało się dotąd nieproblematyczne, może zacząć budzić wątpliwości – i odwrotnie.

Tworzenie wymaga poświęcenia, czasu, pracy.

Dostrzegając złożoność sposobów przeżywania i postrzegania macierzyństwa, a także wpisaną w nie ambiwalencję wynikającą z napięć scharakteryzowanych powyżej, chciałabym zaproponować metaforę macierzyństwa jako twórczości – metaforę, która podkreśla pewien wymiar macierzyństwa (a szerzej również rodzicielstwa), związany właśnie z poczuciem tworzenia.

Czym jest tworzenie? Na czym polega relacja twórczyni z jej dziełem? Tworzenie jest procesem, nie punktem w czasoprzestrzeni – nawet jeśli dzieło twórcy w swojej widocznej formie ujawni się jedynie przez chwilę w określonym miejscu, zawsze poprzedza je choćby chwila namysłu. Nawet jeśli jest wynikiem czystej spontaniczności (jeśli coś takiego w ogóle istnieje), to musi je poprzedzać choćby idea owego niezaplanowanego działania. Tworzenie wymaga poświęcenia, czasu, pracy. Pracy fizycznej i umysłowej, jakkolwiek to rozróżnienie, tak popularne zarówno w dyskursie naukowym, jak i potocznym, przysłania fakt, że każda praca jest równocześnie umysłowa i fizyczna. Tak jak pisanie eseju wymaga przyjęcia określonej pozycji ciała i utrzymywania jej przez dłuższy czas oraz używania naszych rąk, tak żadna czynność fizyczna nie odbywa się w zupełnym oderwaniu od myśli – inaczej mogłaby bowiem prowadzić do tragedii albo niskiej jakości wykonanej pracy. Wreszcie to, co wydaje mi się kluczowe dla porównania macierzyństwa do procesu tworzenia, jest relacja twórczyni/matki z jej dziełem/dzieckiem. Nie chcę bynajmniej sprowadzić tu procesu kształtowania się człowieka do relacji z matką i jej wpływu na nie. Macierzyństwo jako twórczość musi bowiem zakładać wolność dziecka do wchodzenia z innymi w relacje i niezawłaszczenie dziecka przez matkę. Twórca w pewnym momencie musi bowiem rozstać się ze swoim dziełem i niejako oddać je światu, innym ludziom, którzy będą wchodzić z nim w różnorakie relacje, interpretować na wiele sposobów. Nad tym nie może mieć kontroli. Dzieło autonomizuje się od twórczyni, na zawsze pozostając jednak jej częścią.

Proces tworzenia wymaga czasu. Czas wytwarza przywiązanie i bliskość. Zdarza się, że trzeba się oddalić, ale porzucenie tworzenia byłoby rezygnacją. Trwałość w trudzie i konsekwencja w radości pozostają kluczowym elementem tego procesu.

można powiedzieć o doświadczeniu macierzyństwa, które jest totalne – tak jak totalna może być twórczość, i jednocześnie domagająca się ograniczeń ze strony samej matki – twórczyni

Upływ czasu może zmieniać stosunek twórczyni wobec swojego dzieła; zawsze będzie o nim pamiętała, ale ona sama również się zmienia, a dzieło autonomizuje się (przynajmniej w pewnym stopniu) od niej. Dlatego dzieło i twórczyni nie są nigdy jednością, bytem zawieszonym w czasie i niepodlegającym transformacjom. Podobnie w ciągu życia zmienia się matka i dziecko, podobnie jak ich relacja. Tworzenie, inaczej niż stwarzanie, jest zawsze pracą z jakąś materią – kamieniem, słowem, ciałem, tkaniną etc. Twórczyni nie jest stwórczynią i nie jest omnipotentna, dlatego łączy w sobie pokorę i pasję, radość i świadomość ograniczenia własnej woli. Tworzenie podlega również ograniczeniom wynikającym tak ze społecznych i kulturowych ograniczeń naszej wyobraźni, jak i z obiektywnych granic, których przekroczenie jest właściwie niemożliwe. Farba na obrazie malarki nigdy nie spłynie do góry, zawsze będzie dążyć w dół, zgodnie z siłą grawitacji. To, w jaki sposób możemy położyć ową farbę na obrazie, zaprojektować budynek, czy uszyć sukienkę, zależy od granic wyznaczanych przez kulturę i społeczeństwo. Pewne rzeczy znacznie trudniej pomyśleć niż inne. Z macierzyństwem jest podobnie – pewne kwestie nie podlegają negocjacjom lub kształtowaniu – a przynajmniej poddają mu się z trudem. Często nasze negocjacje zastanej rzeczywistości polegają na zmianie perspektywy na daną sytuację czy zmianie praktyk. Matka może zaprzestać pewnych działań, które w poprzednich pokoleniach wydawały się niezbędne, jeśli uzna je za zbyt męczące czy opresyjne. Może zaakceptować większy bałagan w domu, może wreszcie zrozumieć, że nie musi być idealną matką według standardów zewnętrznych wobec niej – ale również zewnętrznych wobec dziecka. To nie dziecko mówi matce, że jest nie dość dobrą matką, że nie wypełnia właściwie swoich obowiązków – to ona sama i inni ludzie mogą wzbudzać w niej poczucie winy i wstydu.

Macierzyństwo przybiera wiele postaci i form; jest zróżnicowane, tak jak ludzka twórczość pozostaje niezwykle zróżnicowana.

W proces tworzenia, zwłaszcza jeśli trwa długo i wymaga od twórczyni pewnych wyrzeczeń, wpisane są ambiwalencja, zmęczenie, czasem poczucie braku sprawstwa. To samo można powiedzieć o doświadczeniu macierzyństwa, które jest totalne – tak jak totalna może być twórczość, i jednocześnie domaga się ograniczeń ze strony samej matki – twórczyni. Inaczej bowiem dzieło nie zostanie ukończone (w przypadku twórczyni), a dziecko nigdy nie stanie się samodzielnym człowiekiem (w przypadku matki) – na zawsze związanym z matką, ale nie splątanym relacją z nią. Tak jak przekleństwem twórczyni może być przypisanie jej do jednego dzieła, poza które w świadomości innych i swojej własnej nie zdoła wykroczyć, tak matka musi się zgodzić na autonomię własnego dziecka i pozwolić sobie na inne rodzaje zaangażowania w świat.

Takie myślenie o macierzyństwie jako twórczości bliskie jest temu, w jaki sposób opisywała macierzyństwo – bycie matką francuska filozofka i myślicielka feministyczna Luce Irigaray. Irigaray w tekście Ciało-w-ciało z matką pisze:

Ważne jest, żebyśmy odkryły i przyjęły to, że zawsze jesteśmy matkami, odkąd stajemy się kobietami. Wydajemy na świat nie tylko dzieci, lecz i inne rzeczy: miłość, pragnienie, język, sztukę, to, co społeczne, polityczne, religijne itd. Ale ta kreacja, ta prokreacja została nam dawno zakazana i musimy na nowo przyswoić sobie ten macierzyński wymiar, który należy do nas jako kobiet (Irigaray 2000: 18).

I dalej:

Sprawa posiadania czy nieposiadania dzieci, aby nie stała się traumatyczna lub patologiczna, powinna zawsze być traktowana jako tło dla każdej innej prokreacji: tworzenia wyobrażeń i symboli (Irigaray 2000: 19).

Bycie matką jest jedną z form twórczości. Córki, wedle Irigaray, mają odnajdywać swoją matkę w innych kobietach, w sobie, na drodze rozkoszy, twórczości i wspólnoty z innymi (kobietami).


 

Przywoływana literatura:

  1. Luce Irigaray, Ciało-w-ciało z matką, przeł. Agata Araszkiewicz, Wydawnictwo eFKa, Kraków 2000.

Adrienne Rich, Zrodzone z kobiety. Macierzyństwo jako doświadczenie i jako instytucja, przeł. Joanna Mizielińska,

DATA PUBLIKACJI: 5 lutego 2018
OSTATNIA AKTUALIZACJA: 5 lutego 2018